Joanna Julia Checinska: Kim Jestem

Nazywam się Joanna Julia Checińska i od lat piszę własną definicję życia zawodowego i prywatnego. Jestem Polką i Brytyjką; mam dwa paszporty, dwa języki ojczyste serca i jedno miasto, do którego zawsze wracam – Londyn. To tu najczęściej mieszkam, choć przez pewien czas żyłam także we Francji, a przez ostatnie lata pracuję w rytmie cyfrowej nomadki. Z komputerem w plecaku łatwiej mi łączyć ciekawość świata z pracą, a jednocześnie zostawiać sobie przestrzeń na rozwój, relacje i zwykłą codzienność. Mówię w trzech językach i nieustannie się uczę – bo dla mnie nauka nie ma daty końcowej.

Ta droga nie była prosta. Nic nie spadło mi z nieba, a decyzje, które podejmowałam, często wymagały odwagi i gotowości do zmiany. Bywało, że wybierałam kierunek, który po kilku miesiącach okazywał się nie mój. Bywało też, że bałam się bardzo, a mimo to robiłam następny krok. Dziś patrzę na te zakręty z wdzięcznością: każde „nie” otwierało przestrzeń na kolejne „tak”, a każda zmiana stawała się trampoliną do rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślałam. Lubię to zdanie: życie jest ścieżką. W moim przypadku to ścieżka z rozgałęzieniami, na której pozwalam sobie skręcać, kiedy czuję, że to ma sens.

Joanna Julia Checinska: Skąd się wzięłam i dokąd idę

Zanim Londyn stał się moją bazą, zaczynałam w Krakowie. Uniwersytet Jagielloński był dla mnie symbolem tradycji i piękna – chciałam tam studiować od zawsze. Wybrałam politologię: trochę dlatego, że w liceum wielu ambitnych znajomych wybierało ten kierunek, trochę dlatego, że prestiż wydawał mi się wtedy najpewniejszą mapą. Dziś wiem, że mapy bywają orientacyjne. Największą wartością tego czasu okazali się ludzie: inspirujący wykładowcy, przyjaźnie, które trwają do dziś, rozmowy, które poszerzały horyzont i otwierały głowę na inne perspektywy.

Pierwszy prawdziwy przełom przyszedł niespodziewanie, podczas zwykłego studenckiego wieczoru filmowego. Pokazano „L’Auberge Espagnole” – historię o studentach na wymianie w Barcelonie. Wyszłam z sali z jedną myślą: chcę doświadczyć świata z bliska. Kilka tygodni później zaczęłam szukać sposobu, żeby naprawdę wyjechać. Najpierw pojechałam do Francji jako au pair. Opiekowałam się dziećmi, szlifowałam francuski, poznawałam codzienność innego kraju i odkładałam pieniądze. To one później dofinansowały mój wyjazd na wymianę w ramach programu Socrates.

Tak trafiłam do Lund w Szwecji – miasteczka, które wygląda jak z ilustracji do baśni i do jednego z najstarszych uniwersytetów w kraju. Studiowałam literaturę i historię francuską, ale równie dużo uczyłam się poza salami wykładowymi: w akademiku pełnym studentów z całego świata, przy wspólnych kolacjach, w rozmowach ciągnących się do późna. To był okres, w którym każdy dzień był jednocześnie nauką i zabawą; nie pamiętam ani jednego, w którym się nie uśmiechałam. W Lund zdałam sobie sprawę, że moje perspektywy zawodowe w Polsce są ograniczone, a świat jest większy, dynamiczniejszy i bliższy, niż mi się wydawało. Wtedy postanowiłam: kolejny krok to Wielka Brytania.

Tym krokiem był Londyn. Studia w tym mieście to był ekspresowy kurs dorastania: uczyłam się i pracowałam jednocześnie, bo musiałam się utrzymać. Nie miałam luksusu lekkiego studiowania; miałam za to szansę nauczyć się samodzielności, zarządzania sobą w czasie, finansach i pod presją. Londyn nauczył mnie, że nic nie dzieje się przypadkiem i że na wszystko trzeba zapracować – ale też, że praca potrafi przynieść wolność

Joanna Julia Checinska: City, inwestycje i bardzo szybka szkoła biznesu

Po studiach zaczęłam pracę w londyńskim City. Najpierw weszłam w świat marketingu w międzynarodowych korporacjach – m.in. Euromoney i Clarion – a później, kiedy poczułam, że czas na zmianę, przeniosłam się do branży inwestycyjnej. Zostałam VP Investor Relations: odpowiadałam za relacje z inwestorami instytucjonalnymi przy funduszach hedgingowych i private equity. Zrobiłam Investment Management Certificate i zostałam zarejestrowana w Financial Conduct Authority. Brzmi poważnie – i takie było. To była praca, w której łączyły się wysokie wymagania, tempo, presja i ogromna odpowiedzialność.

Bywało intensywnie, ale ten etap wspominam bardzo dobrze. Lubiłam konferencje, rozmowy, wieczorne spotkania networkingowe, bo dawały mi kontakt z ludźmi, z ideami i z rynkiem. Jednocześnie uczyłam się, jak działa kapitał, jak myślą instytucje, co to znaczy realna analiza ryzyka. To był czas, w którym oswoiłam się z liczbami, wskaźnikami i raportami – paradoksalnie to właśnie one pomagają podejmować lepsze decyzje.

W tym samym czasie coraz mocniej otwierałam się na inwestowanie prywatne. Rozumiałam, że moje pokolenie nie powinno liczyć wyłącznie na system emerytalny, więc zaczęłam inwestować w nieruchomości i fundusze ETF, stawiając na długoterminowe podejście, dywersyfikację i cierpliwość. To była dyscyplina, której nauczyła mnie praca, ale też intuicja: chcę budować niezależność, nie tylko karierę.

joanna julia

Jednocześnie coraz wyraźniej czułam, że życie „od urlopu do urlopu” to nie jest moja opowieść na kolejne dekady. Cenię porządek korporacji, ale potrzebuję swobody. Chciałam decydować o własnym czasie, wybierać projekty, które mają sens dla mnie i dla ludzi, z którymi pracuję. Chciałam móc wsiąść do samolotu albo pociągu bez konieczności proszenia o zgodę i spędzić tydzień z rodziną w Polsce, a kolejny miesiąc – w miejscu, które akurat mnie inspiruje.

Joanna Julia Checinska: Moja agencja, pierwszy raz w pełnej odpowiedzialności i zostanie cyfrową nomadką

Założyłam własną agencję social media i po raz pierwszy w pełni poczułam, co znaczy żyć na własnych warunkach. Z zewnątrz wygląda to lekko – „praca z laptopem z dowolnego miejsca na świecie” – ale w środku to była poważna odpowiedzialność. Byłam soloprzedsiębiorczynią: pozyskiwanie klientów, strategia, realizacja, finanse, obsługa – wszystko spinałam sama. Nie było gwarantowanej pensji, nie było „działu obok”. Był za to ogromny plus – niezależność, możliwość wyboru, tempo, które mogłam ustawić w zgodzie ze sobą. I w moim przypadku plusy zdecydowanie przeważyły.

Uczyłam się intensywnie. Słuchałam ludzi z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych, którzy budowali biznesy online wcześniej niż my w Europie Środkowej. Testowałam narzędzia, metody, kampanie. Widziałam, co działa i dlaczego. I bardzo szybko zrozumiałam, że biznes online to rzemiosło, którego można się nauczyć – pod warunkiem, że przyznasz, iż nic nie dzieje się „samo” i że to ty jesteś odpowiedzialna za wynik. Ten etap dał mi też jasność: moje rezultaty zależą od tego, ile się nauczę, jak często będę poprawiać strategię i jak konsekwentnie będę iść do przodu.

W tym okresie zaczęłam też żyć tak, jak kiedyś zapisałam w notesie: Toskania ze swoim spokojem i wzgórzami, słoneczna Floryda z zupełnie innym rytmem dnia, Warszawa – bo potrzebuję wracać do Polski – i oczywiście Londyn. Praca toczyła się w rytmie, który pozwalał mi jednocześnie działać i oddychać. To nie był urlop; to było życie, które łączyło ambicję z przestrzenią.

Joanna Julia Checinska: Nauczanie, które mam we krwi

Naturalną konsekwencją było dzielenie się wiedzą. Zaczęłam prowadzić webinary, szkolenia, spotkania na Zoomie. Uczyłam strategii, Facebook Ads, podstaw analityki, pracy z treścią. Dziś myślę, że weszło mi to tak płynnie dlatego, że moja zupełnie pierwsza praca – jeszcze na studiach, gdy miałam dziewiętnaście lat – była nauczycielska. Uczyłam angielskiego dzieci i dorosłych. Wtedy odkryłam, że lubię tłumaczyć i potrafię robić to prosto, bez żargonu, z myślą o człowieku po drugiej stronie. Po latach, w świecie marketingu online, okazało się to kluczowe.

Z czasem pojawiły się media i wystąpienia. We wrześniu 2023 roku w magazynie „Forbes” ukazał się ze mną jednostronicowy wywiad o sile marki osobistej i o tym, jak pomaga na starcie, kiedy nie masz nic poza odwagą i pomysłem. Zwykłam żartować, że nawet gdybym kiedyś całkowicie zmieniła profesję, to „Forbes” zostanie ze mną. Mama przechowuje dwa egzemplarze na wszelki wypadek – i ma w tym swój uroczy rytuał dumy.

Kilka miesięcy później odebrałam wyróżnienie „Sukces w Szpilkach” podczas X Ogólnopolskiego Kongresu Przedsiębiorczości w Krakowie. Dla mnie – osoby, która naprawdę dużo pracuje z kobietami i dla kobiet – miało to znaczenie większe niż statuetka. Przypomniało mi rozmowę sprzed lat, kiedy jeszcze nie miałam dla siebie języka, a jedynie intuicję, że chcę pomagać. Dziś pomagam konkretnie: wiedzą, strukturą, wsparciem w podejmowaniu decyzji i w budowaniu marki, która ma sens.

Joanna Julia Checinska

Joanna Julia Checinska: Scena, mastermindy i spotkania, które zmieniają kurs

Przez lata występowałam na konferencjach i eventach. Lubię scenę, lubię wymianę energii i pytań, które padają z sali. Pamiętam panel z Moniką Richardson o tym, co naprawdę ma znaczenie w budowaniu biznesu: autentyczność, konsekwencja i relacje. Jednocześnie coraz bardziej wybieram selektywnie; kiedyś – szczególnie w czasach korporacyjnych – eventów było mnóstwo, dziś daję sobie prawo do wolniejszego tempa.

To nie znaczy, że rezygnuję ze spotkań. Regularnie prowadzę wydarzenia na żywo dla moich studentów i klientek w formule mastermindów. To zupełnie inna jakość niż kurs online: widzimy się, rozmawiamy, pracujemy nad case’ami i wracamy do podstaw, kiedy trzeba. Największą wartość widzę w czymś jeszcze – w tym, że uczestniczki poznają się nawzajem. Z tych znajomości rodzą się pomysły, projekty i współprace. To piękne patrzeć, jak społeczność, którą na co dzień tworzę w internecie, przenosi się do świata offline i zaczyna żyć własnym życiem.

W maju 2025 roku poprowadziłam spotkanie poświęcone sztucznej inteligencji w biznesie online. Rozmawialiśmy o narzędziach, trendach i o tym, jak AI może realnie pomóc w tworzeniu i sprzedaży infoproduktów. Pokazałam własne procesy, przykłady zastosowań, a dyskusje po oficjalnej części trwały jeszcze długo w kuluarach. To było jedno z tych wydarzeń, po których wraca się do domu z głową pełną planów.

Jestem praktyczką. Uczę się w działaniu, testuję, sprawdzam, wyciągam wnioski. Wierzę w strategię, ale nie wierzę w strategię bez wykonania. Lubię procesy, które upraszczają rzeczy trudne i pozwalają skupić energię tam, gdzie przynosi największy efekt. Może to paradoks u humanistki, ale uwielbiam liczby: lubię widzieć, co faktycznie działa, a co tylko tak wygląda.

Jednocześnie wiem, że życie to nie tylko praca. Lata spędzone w szybkim tempie nauczyły mnie szacunku do zwykłej codzienności. Chcę mieć czas na ugotowanie obiadu dla przyjaciół, na wieczór z książką, na salonikowe rozmowy z ciekawymi ludźmi. Co roku, kiedy zbliża się zima, wyciągam druty i przypominam sobie, że proces powstawania szalika jest najlepszą metaforą cierpliwości. To moje „slow life” – nie moda, lecz wybór.

Joanna Julia Checinska: Joga, muzyka i historia sztuki – trzy kotwice

Jestem certyfikowaną instruktorką jogi, szkoliłam się w hiszpańskim Centrum Jogi Nydą. Joga to dla mnie nie tylko praktyka ciała; to język, w którym można rozmawiać ze sobą spokojniej. Pomaga mi utrzymać równowagę w zawodowym pędzie, uczy odpuszczania tego, co zbędne, i wracania do oddechu i obecności.

Drugą kotwicą jest muzyka. W tym roku wróciłam do marzenia, które długo odkładałam – uczę się gry na fortepianie. Nie gonię za wirtuozerią; chcę nauczyć się grać tak, by móc wieczorem usiąść przy instrumencie i po prostu grać. Lubię ten rodzaj nauki: konsekwencja kilkunastu minut dziennie przynosi nieoczekiwany spokój, a małe postępy składają się na dużą zmianę.

Trzecią – i coraz ważniejszą – jest historia sztuki. Od lat mam słabość do impresjonistów, do światła i powietrza na obrazach przełomu wieków. Fascynuje mnie też architektura średniowiecznych katedr, barokowa gra iluzji i lekkość rokoka. W tym roku planuję serię krótkich kursów z historii sztuki – traktuję je jak testowanie terenu, ale wiem już, że prędzej czy później wejdę w ten obszar głębiej. Mój plan długofalowy jest jasny: chcę zrobić doktorat z historii sztuki na jednej z uczelni, które od dawna budzą mój podziw – w Oksfordzie, Cambridge albo na paryskiej Sorbonie. Mówię po angielsku i po francusku, więc całkiem realnie widzę siebie studiującą tu i tu. To długa droga, wiem. I właśnie dlatego startuję już teraz: po kawałku, spokojnie, konsekwentnie.

Jako badaczka-amator planuję też własny cykl podróży: chcę odwiedzić wszystkie porty nad Morzem Śródziemnym i porównać ich architekturę i historię. Interesują mnie genius loci, ślady wymiany handlowej na fasadach i to, jak portowe miasta opowiadają siebie poprzez sztukę. To mój sposób na połączenie miłości do podróży z fascynacją kulturą.

Wciąż inwestuję – to dla mnie nie tylko finanse, ale praktyka niezależności. Nieruchomości i ETF-y traktuję jak długoterminowe filary; nie poluję na szybkie wygrane, raczej buduję konstrukcję, która uniesie moje plany na przyszłość. Coraz częściej myślę też o inwestycji w biznesy – może w agencję marketingową, może w przedsięwzięcie związane ze sztuczną inteligencją. Jeśli masz projekt, który wymaga zaangażowania merytorycznego i kapitałowego, lubisz przejrzyste zasady i chcesz budować rozsądnie – napisz do mnie. Lubię projekty, które mają sens i realną wartość dla ludzi.

Joanna Julia Checinska: Rozsądne tempo i granice

Z wiekiem uczę się też stawiania granic. Kiedyś brałam każde zaproszenie na konferencję, dziś pytam: czy to naprawdę wnosi wartość? Czy w tym czasie nie lepiej będzie przygotować materiał dla mojej społeczności, pojechać na jeden dzień do rodziców albo zwyczajnie odpocząć? Nie wszystko trzeba robić „na już”. Dobra decyzja często potrzebuje chwili ciszy, a najlepsze pomysły przychodzą mi wtedy, gdy idę pieszo przez miasto bez słuchawek albo kiedy gotuję dla znajomych i pozwalam sobie nie zerkać co minutę w telefon.

Sprawdzoną praktyką stały się u mnie też wieczorki towarzyskie – kameralne spotkania ludzi, którzy robią ciekawe rzeczy. Każdy przynosi coś małego do jedzenia, ktoś gra kilka taktów na pianinie, ktoś inny opowiada o wystawie, którą właśnie widział. Lubię, kiedy z takich wieczorów rodzą się nowe nici porozumienia i konkretne pomysły na współpracę. Kultura i biznes wcale się nie wykluczają; przeciwnie, świetnie się uzupełniają, kiedy da się im spotkać.

Skoro wspomniałam o sztuce, to mam też swoje małe rytuały. W nowym mieście zawsze zaczynam od muzeum albo księgarni. W muzeum patrzę, jak kurator opowiada historię w przestrzeni; w księgarni sprawdzam dział eseju i szukam jednej książki, która zostanie ze mną na dłużej. W Londynie wracam do National Gallery i do Tate, w Paryżu – do Orsay, w Krakowie – do Muzeum Czartoryskich i MOCAK-u. Lubię porównywać, jak różne miasta rozwiązują podobne problemy wystawiennicze, jak inaczej światło pracuje w salach i jak architektura wpływa na odbiór dzieła.

Marzy mi się, że pewnego dnia usiądę w czytelni jednej z wielkich bibliotek – Bodleian w Oksfordzie albo w Bibliothèque Sainte-Geneviève w Paryżu – i będę pisać rozdział doktoratu o mało znanym wątku w malarstwie secesyjnym. Wiem, że to maraton, nie sprint. Dlatego teraz rozpisuję drogę na etapy: krótkie kursy, własne notatki, regularne wizyty w muzeach, rozmowy z kustoszami. Ta cierpliwa praca u podstaw sprawia mi zaskakująco dużo radości.

Dziś łączę kilka ról: tworzę i rozwijam własny biznes online, uczę i prowadzę programy, inwestuję, praktykuję jogę, ćwiczę przy fortepianie i coraz odważniej zanurzam się w historii sztuki. Lubię ten wielogłos – nie trzeba wybierać jednego wątku na zawsze. Z czasem coraz bardziej widzę, że moim celem nie jest „więcej pracy”, ale „mądrzej i sensowniej”. Chcę mieć czas na ludzi, na kulturę, na naukę i na ciszę.

Nie jestem fanką mitów o „sukcesie z dnia na dzień”. Wiem, że wszystko, co mam, wzięło się z pracy i decyzji: z tej, by wyjechać z Krakowa, z tej, by być au pair, by studiować w Lund, by uczyć się i pracować jednocześnie w Londynie, by przejść z marketingu do inwestycji, a później wybrać niezależność i założyć własną agencję. Wiem też, że nie jest to ostatni rozdział. Życie jest ścieżką – to zdanie powtarzam sobie często – a ja lubię iść nią świadomie.

Jeśli chcesz mnie znaleźć, zwykle jestem gdzieś między Londynem a kolejnym miejscem na mapie. Czasem to Toskania, czasem Floryda, czasem Warszawa. Zawsze z notatnikiem, w którym zapisuję rzeczy, których chcę się nauczyć, i z listą książek, które czekają na przeczytanie. Zawsze z ciekawością drugiego człowieka i gotowością do rozmowy.

A jeśli tu trafiłaś lub trafiłeś, bo szukasz kogoś, kto pomógłby ci uporządkować marketing, zbudować markę osobistą albo przełożyć wiedzę na działanie – dobrze, że jesteś. Lubię pracować konkretnie: bez fajerwerków, za to z planem, który działa. Lubię też pracować po ludzku: z uważnością na twoje tempo i na to, co jest dla ciebie ważne. I wierzę, że z takich spotkań rodzą się najlepsze rzeczy.

Social Media

Copyright 2020-2025 Joanna Julia